Tym razem żadnego wpisu o ćwiczeniach i innych tego typu pierdołach.

Mam pewną refleksję, którą chciałabym się podzielić. Refleksja ta dotyczy dzieci. Nie jestem matką, więc nie będę wypowiadała się o pieluchach, zupkach, kaszkach, kupkach i ich konsystencji, w jakim wieku dziecko powinno iść do szkoły, żłobek, czy niania itd.

Chciałabym napisać o dzieciach w nas samych. Ile zostało we mnie małej Ani? Czego możemy uczyć się od tych małych-wielkich ludzi? Postanowiłam zrobić zestawienie cech/zachowań, które każdy z nas miał jako dziecko, a na pewno większość. Myślę, że warto do nich czasami wrócić i pozwolić sobie na bycie „dziecinnym”:)

  1. Nieograniczone kreatywne myślenie. Dzieci są mistrzami kreatywnego myślenia! Kiedy zapytasz dziecko, co można zrobić z widelcem, to jestem przekonana, że łatwiej będzie mu odpowiedzieć- czego na pewno nie można. Patyki są bronią, krzaki potworami, z błota można zrobić pączki, a liście są stałą walutą.  Kiedyś jako dziecko chciałam sprzedawać kamienie, bo wydawały mi się wystarczająco atrakcyjne dla potencjalnego klienta. Dzisiaj wiem, że interes nie poszedł, bo nie prowadziłam kampanii reklamowej 😉 A może dlatego, że nie miałam strony internetowej?
  2. Szczere emocje. 100% szczerości w śmiechu. 100% nieszczęścia w płaczu. Żadnych gierek, sztucznych uśmieszków i „focha” dla zasady.
  3. Zawziętość w nauce nowych umiejętności. Mam wrażenie, że samo działanie, jak nauka jazdy na rowerze, czy rolkach była zabawą, co ułatwiało nam powtarzanie jednej czynności wielokrotnie. Nikt nie przejmował się, że upadł już milion razy. To nie było ważne! Ważna była wolność jazdy bez dwóch dodatkowych kółek. Nawet nikt nie miał czasu pomyśleć „jestem z siebie dumny”, bo trzeba było iść jeździć z innymi.
  4. Byliśmy wolni od ciągłego analizowania swoich działań. Oczywiście w życiu dorosłym nie możemy sobie pozwolić na to w 100%. Jesteśmy przecież odpowiedzialni za siebie i innych. Wtedy odpowiadali za nas rodzice i było fajnie 🙂 Uważam mimo to, że czasami nie powinniśmy wszystkiego analizować, bo w ostatecznym rozrachunku… i tak nic nie ma sensu. Ok., żartuję, ale czasami pozwólmy sobie na odrobinę szaleństwa. 🙂
  5. I ostatnia kwestia. Umiejętność cieszenia się małymi rzeczami. Kinder niespodzianka, skakanie w kałuży w kaloszach, mleko w tubkach, zrywanie jabłek z drzew przy drodze, zrywanie malin z czyjegoś pola, wchodzenie na drzewa. Nawet gencjana na kolanach po pewnym czasie stawała się powodem do dumy. Zabawa w podchody i piwko-przeciwko. I ostatnia rzecz- czas spędzony z rodziną.

Może przychodzą Wam do głowy inne cechy/zachowania typowo dziecięce, które mogą być przydatne w życiu dorosłym?

 

Poniżej filmik, który mnie zainspirował do wpisu.

Pozdrawiam,

Ania

 

 

Podobało się?