Wyzwanie plank – podsumowanie

Ćwiczenie deska to duże wyzwanie. Wiem to, bo sprawdziłam. Nie bez powodu jesteś tu moim gościem. Na pewno interesują Cię efekty. Chętnie nieco Ci opowiem, co wydarzyło się w ciągu 30 dni wyzwania plankowego, a także, dlaczego uważam, że takie wyzwanie to dobra sprawa. Zapraszam.

O co chodzi w tym wyzawaniu?

Pierwszy raz napisałam o tym wyzwaniu dokładnie 02.01.2016 i nie udało mi się w nim wytrwać nawet tydzień. Całe wyzwanie polega na tym, że przez 30 dni wykonujemy ćwiczenie, zwiększając czas jego trwania. Zaczynamy od 20 sekund, a kończymy na 5 minutach. Tak przynajmniej zakładało wyzwanie, którego się podjęłam. Do wyzwania wróciłam dokładnie 23.02.2017 w Tłusty Czwartek. Jest to ćwiczenie wzmacniające. Mogłoby się wydawać, że jego głównym celem jest wzmocnienie brzucha. Z mojego doświadczenia oraz odczuć, największe wyzwanie to ramiona i… plecy. Jeżeli chcesz nieco więcej dowiedzieć się, na czym polega ćwiczenie deska, to zapraszam do mojego wpisu na ten temat. 

Trochę dałam radę, a trochę nie dałam rady

No to udało się, czy się nie udało? Jeżeli chodzi o samo wyzwanie, to w zasadzie nie dałam rady. Nie wytrzymywałam dłużej niż 1,5 minuty. Za to  starałam się robić w seriach i nawet udawało mi się zrobić 3 serie po właśnie 1,5 minuty. Zdarzało mi się, że jednego dnia nie zrobiłam planków, ale za to starałam się, żeby następnego dnia zrobić rano i wieczorem. Jestem jednak z siebie zadowolona, bo pomimo tego, że coś mi nie wychodziło, gdzieś może troszkę odpuściłam, to cały czas brałam w tym udział i myślę, że to było do mnie najważniejsze. 

Wyzwanie plank – efekty inne niż się spodziewasz

Byłam tak optymistyczna zaczynając wyzwanie, że zrobiłam sobie zdjęcie, aby pokazać Ci modne na Instagramie „before and after”. Prawda jest taka, że efektów wizualnych nie ma. Tak jak każdy liczyłam na sześciopak na brzuchu ale zamiast niego zauważyłam inne pozytywne aspekty. Jakie? 

a) Jak już wcześniej wspomniałam, wbrew pozorom ćwiczenie wzmacnia plecy – zwłaszcza odcinek lędźwiowy. Jeżeli masz pracę siedzącą, warto wykonywać ćwiczenie plank własnie po to, żeby popracować nad tą grupa mięśni.

b) Pomimo, że zdarzał mi się dzień, gdzie opuściłam plankowanie, to weszło mi to w nawyk. Do tej pory prawie codziennie przed snem robię 3 serie po 1,5 minuty.

c) Chyba w końcu rozumiem, na czym polega nie przejmowanie się małymi potknięciami. One się zdarzają i zdarzać się będą. To nie przygotowania do maratonu, czy zawodów kulturystycznych. Trzeba robić swoje i iść do przodu.

Warto stawiać przed sobą takie małe wyzwania. To takie małe testy charakteru 🙂 Chyba nigdy nie umiałam się cieszyć małymi sukcesami. Zawsze uważałam, że mały krok do przodu, to żaden krok – a to nie jest prawda! Każdy krok do przodu i każdy dzień, kiedy wygrywamy ze sobą, ze swoim „nie chce mi się” jest małym zwycięstwem, którym należy się cieszyć. Zatem zachęcam Cię do postawienia przed sobą jakiegoś małego wyzwania na 30 dni, niekoniecznie plankowego 🙂 

 

 

 

Podobało się?

← Previous post

Next post →

2 Comments

  1. Ja czasem ćwiczę planki i w życiu bym się tego nie podjęła! Podziwiam, mój rekord to 2 minuty 🙂

Dodaj komentarz

RSS
Facebook
Facebook
PINTEREST
PINTEREST
INSTAGRAM